Mars na Ziemi, Ziemia na Marsie
Jest takie miejsce na Ziemi, które chyba niedługo będzie można nazwać świętym graalem świata geologów i astrobiologów. To miejsce to Don Juan Pond położony w Dry Valleys na Antarktydzie. To niewielka solanka. Brzmi niewinnie. Ot nigdy nie zamarzająca kałuża w jednej z suchych dolin otoczonych zębatymi turniami. Jednak jak popatrzysz na zdjęcia... nie, nie egzotyczne, szokujące wręcz jest piękno tej odludnej doliny. Ale nie walory krajobrazowe czynią to miejsce jednym z najbardziej wyjątkowych obiektów badawczych. Przyczyną są niezwykłe właściwości tego klejnocika światła wśród poszarpanych turni.
Don Juan Pond jest 18 razy bardziej zasolony niż oceany. Może Martwe to przy nim słodka kremówka. Jest jeszcze coś. Coś co być może wywróci do góry nogami nie tylko obecną wiedzę o procesach geologicznych i klimatycznych na Ziemi ale i na... Marsie.
Zespół geochemików z University of Georgia odkrył w tym pięknym miejscu nieznany dotąd mechanizm chemiczny, produkujący podtlenek azotu. Nie, nie to jest ważne, że bajorko generuje naturalny gaz rozweselający. Ważne jest to, że podtlenek azotu, to również bardzo istotny gaz cieplarniany. Większość gazów cieplarnianych jest powiązana z działalnością biologiczną tętniącą na Ziemi, lub ma swoje źródło w aktywności wulkanicznej. Za przykład mogą robić np. siarkowodór i metan. To samo jest z tlenkami azotu. Zdrowy człowiek wytwarza dziennie około 1 mM endogennego tlenku azotu. Różnego rodzaju tlenki azotu dla biochemików często służą za wskaźniki aktywności mikrobiologicznej. Tylko o jakiej działalności biologicznej mówimy, siedząc ledwo po kostki płytkiej solance, gdy nad głową -40*C ?
Don Juan Pond to płytkie maleństwo, kilkaset metrów kwadratowych basenu zasilanego wodami podziemnymi, o średniej głębokości kilku, kilkunastu centymetrów. Teoretycznie, możliwe jest życie w takiej kałuży. Istnieją gatunki grzybów, bakterii, alg i drożdży, zdolnych do życia w czymś takim. Tylko, że nic takiego nie odkryto w czasie badań Don Juan Pond. Solanka jest martwa, a jednak coś produkuje tam sporo tego nieszczęsnego podtlenku azotu, a przy okazji i wodoru. Jakiś chemiczny mechanizm "wysysa" azotany z bazaltowych skał podłoża, i pompuje je do atmosfery. Bez wulkanów i drobnoustrojów. Pamiętacie teorię "Snowball Earth"? wspominałem o niej już raz na AP:
http://www.astropolis.pl/story/nie-daj-sie-wkrecac-glupcom
Wydawało by się, że jedynym mechanizmem który zdołał by wyprowadzić Ziemię z takiej "zapaści" termicznej, była by intensywna działalność wulkaniczna "wstrzykująca" ogromne ilości gazów cieplarnianych do atmosfery. To się nawet ładnie składa z czynnikami geologicznymi, które za takie wulkaniczne pobudzenie mogły by odpowiadać w trakcie mega-zlodowacenia. Jednym z nich mógłby być zwiększony nacisk na skorupę ziemską od oblepiających ją lodowców w rejonach, gdzie wcześniej nic na "czułym" miejscu nie leżało. Wygląda jednak na to, że nie tylko wulkany potrafiły by wyprowadzić Ziemię z takiego dołka. Znaczącym czynnikiem mógł by być też tajemniczy mechanizm, produkujący masowo podtlenek azotu w solankach.
Ale co ma do tego wszystkiego Mars? Ano ma, i to sporo. Woda na Marsie. Wiele, bardzo wiele dowodzi, że było jej tam od groma. Jak na razie nie udało jednak nam się jej odkryć. Wszystko wskazuje, że siedzi głęboko pod powierzchnią. Tylko gdzie? Być może, że zdradzi ją podtlenek azotu. I nie mówię o wodzie pod postacią lodu. Przy warunkach panujących obecnie na Marsie, mogła by się tam ciągle utrzymywać w stanie ciekłym! To nie koniec. Wspomniałem, że oprócz podtlenku azotu, Don Juan Pond produkuje wodór. To oznacza, że takie miejsca mogą podtrzymywać życie w zamkniętym ekosystemie. Tak naprawdę, wykryto cały zestaw azotanów i sporo wodoru w Don Juan Pod. To dość, by na Marsie rozwinął się cykl azotu, który w parze z dostępnym wodorem, miałby szanse podtrzymywać chemosyntezę drobnoustrojów.
Wiecie jaki mi się nasuwa wniosek? Bardzo możliwe jest, że na jednej z kolejnych sond które polecą na Marsa znajdą się czujniki podtlenku azotu. I ciągle jest szansa, że ta sama sonda, po dogrzebaniu się do solanki wyśle sygnał " Zabierzcie mnie stąd! To coś próbuje mnie zjeść!"
Słuchajcie... czy ktoś wie jak się dostać do wschodniej Antarktydy bez sprzedawania domu? Niech no ja grzebnę. Najbliższe lotnisko jest na Ross Island... Hmm... Może by dziabnąć przez Wellington albo Auckland? Mam, niedaleko jest stacja badawcza Vanda Station. Coś około 14 km. Jakbym dostał się do niej, to latem dojdę nawet w warunkach arktycznych... Zaraz, kto ją administruje... DSIR? Co to jest? Ooo, Indie? A nie, zbieżność skrótów tylko, ten DSIR jest chyba Nowozelandzki... o w morde, mam nawet telefon... Może pójdę spać, bo jestem na krawędzi wystukania numeru w komórce.
Bazując na:
http://nn.wikipedia.org/wiki/Don_Juan_Pond
http://www.astrobio.net/topic/solar-system/mars/why-astrobiologists-love-don-juan-pond/
Foto credit: http://www.uga.edu/
Opublikowany - V.2010